Przed wyjazdem do Australii ktoś zadał mi pytanie "z czym kojarzy mi się ten kraj?". Żeby na nie odpowiedzieć, musiałbym zrobić całą listę, z której większość, jeżeli nie wszystkie skojarzenia, odpowiadałyby tym wymienionym przez każdego innego przeciętnego Polaka. A jedną z pozycji bez wątpienia byłby budynek opery - Sydney Opera House.
Zaprojektowany w połowie XX wieku, z początku niedoceniany, dzisiaj jest wpisanym na listę UNESCO jednym z głównych symboli miasta i kraju.
Zaprojektowany w połowie XX wieku, z początku niedoceniany, dzisiaj jest wpisanym na listę UNESCO jednym z głównych symboli miasta i kraju.
Przyjechać z lotniska do domu, porozmawiać z kimś po angielsku, zapłacić za zakupy dolarami - to wszystko nie dawało poczucia bycia tutaj. Dopiero zobaczenie Sydney Opera House miało nam pozwolić poczuć, jak długą podróż mamy za sobą i gdzie tak naprawdę jesteśmy. Na wycieczkę wybraliśmy się wczesnym wieczorem, czyli, jak na prawdziwą zimę przystało, o 16.00. Pociągiem (metro) dojechaliśmy do miasta i dalej na pieszo, trasą spacerową przy zamkniętym o tej godzinie parku Royal Botanic Gardens.
Już na samym początku wycieczki zwróciliśmy uwagę na sprawnie działającą komunikację miejską. Wszystko jest tu bardzo dobrze opisane. Duże, widoczne z daleka drogowskazy zaprowadzą nas na odpowiedni peron, a gęsto rozmieszczone tablice informacyjne poinformują co, skąd i o której godzinie odjeżdża, a nawet na jakich przystankach się zatrzymuje. I to wszystko z dokładnością do trzech kolejnych odjazdów. Na sam pociąg nie poczekamy dłużej, niż 10 minut. Jedyne, czego faktycznie może brakować, to informacja wewnątrz pojazdu, jaki będzie kolejny przystanek. Mimo, że stacje są dobrze oznaczone i ich nazwy pojawiają się co kilka metrów, to potrafię sobie wyobrazić siebie wysiadającego za późno przez chwilę nieuwagi albo duży tłok i przeoczenie jednego przystanku. Za dobrą jakość usług trzeba też słono zapłacić - tygodniowy bilet na wszystkie linie to koszt 46 dolarów. Podobno taniej będzie używając niedawno wprowadzonej karty Opal (zbliżeniowa karta prepaid), ale to będziemy w stanie stwierdzić dopiero w najbliższym czasie.
A miał być gołąb :/
OdpowiedzUsuńHm tam chyba musi być naprawdę zimno, skoro Robert w kurtce śmigasz:)
OdpowiedzUsuńW nowszych pociągach są tablice wyświetlające następny i kolejne przystanki, więc tak naprawdę nie ma się do czego przyczepić ;) A w Sydney pociąg spózniony o minutę-dwie to już powód do marudzenia, a o 10 minut to już katastrofa
OdpowiedzUsuńKurde przez 2 tygodnie nie jechalem jeszcze nowszym. Inna sprawa, ze te starsze sa w lepszym stanie, niz najnowsze we Wroclawiu :).
OdpowiedzUsuńNa Rockdale kursuja tylko stare :p
Usuń