Jestem w Australii od tygodnia i nabawiłem się tutaj czegoś w rodzaju anatidaefobii. Tylko, że zamiast kaczki obawiam się obserwującego mnie pająka. Wiem, że tam jest. Cały czas się przemieszcza. Cicho, żebym go nie usłyszał. Szybko, żebym go nie zobaczył. Chowa się gdzieś za moimi plecami. Chciałby skoczyć na mnie i jednym ukąszeniem pozbawić mnie życia, ale tego nie robi. Wie, że większym piekłem będzie dla mnie psychiczna męczarnia. Nie skacze. Czai się wciąż i wciąż, pwodując ciarki na moich plecach i nie pozwalając mi spokojnie zasnąć. W ogóle nie zaznaję przez niego spokoju. Jest przerażający. Ogromny, włochaty, na długich nogach. Prawdopodobnie, bo przecież wiecznie pozostaje w ukryciu, żeby móc zaatakować znienacka...
Jestem w Australii od tygodnia i jedyny owad, jakiego miałem okazję zobaczyć, to mrówka w łazience. Nie ważyła 3 kg i nie groziła mi nożem. Powiem więcej: trochę zrobiło mi się jej żal i przez chwilę sam byłem mrówką, chcąc w ten sposób wyrazić swoje współczucie, bo... w życiu nie widziałem tak małej mrówki :D Kurde. Węży, pająków i skorpionów, o których tyle się mówi, póki co mniej, niż na lekarstwo. Z dwojga złego chyba w takim razie wybiorę antadiaefobię. Kaczkę, w przeciwieństwie do jadowitego, włochatego pająka, przynajmniej widziałem...

Obiad nigdy wcześniej nie wyglądał tak słodko.
OdpowiedzUsuń:D
OdpowiedzUsuńLepiej napisz czy kangury u nich to jak u nas GOŁĘBIE! :P
OdpowiedzUsuńhttp://www.koledzyzwojska.pl/fotoodlot/australijski-rambo
Jutro Ci pokaże, jak wygląda australijski gołąb ;)
OdpowiedzUsuń