czwartek, 24 lipca 2014

Australia

Stało się. Wylądowaliśmy w Sydney. Po 1 podróży, podczas której 2 osoby zaliczyły 3 przesiadki, czyli po 4 lotach i 5 kontrolach celnych, a w sumie po 31 godzinach, tracąc dodatkowych 8 na zmianie strefy czasowej obaliliśmy pierwszy mit o Australii: ludzie tutaj wcale nie chodzą do góry nogami...
Zza horyzontu pozdrawiają Was i witają Kasia i Robert.

Lot, odprawa celna i dojazd do domu mamy za sobą. Z pieczątką imigranta wbitą w paszport zaczynamy podróż po Ziemi Południowej. Postaramy się ją spisać na kartach tego bloga tak, żebyście mogli przeżywać ją razem z nami. Ale do tego potrzebujemy waszej pomocy. Czytajcie, komentujcie, pytajcie. Nie sposób napisać od razu o wszystkim, za to nie ma pytań bez odpowiedzi, a niektóre z nich być może będą dla nas inspiracją - i takich życzylibyśmy sobie najwięcej!


3 komentarze:

  1. Dają takie pieczątki również na skórze? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Na szczęście tylko do paszportu. Chociaż nie dam głowy, czy zawsze taką samą, bo w moim odbił się tylko kawałek ramki i napis IMMIGRATION :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Też mam taką pieczątkę, więc chyba taka sama dają :)

    OdpowiedzUsuń